[REPORTAŻ] Krzysiek Zając: Rękawiczką w twarz, czyli wyzwanie od TP
Środa, 11 Luty 2009 17:44

Ty, pan Poznański (Warszawski, Krakowski, tudzież inny), razem z małżonką swoją i potomkami, zakopiańskim gościńcem, Krupówkami zwanym, w kierunku hotelu zmierzasz. Wtem na drodze twojej, grupa trefnisiów się pojawia. I jedną rękawicę Ci podając, wyzwanie rzuca. Podjąć je możesz, na dolnej Równi Krupowej, przez komisją castingową się stawiając.
Jeśli średniowieczny kronikarz jakimś cudem znalazł się w obecnych czasach w Zakopanym, z pewnością właśnie tak opisałby zimowe miasteczko TP i Radia ZET, jakie pojawiło się ostatnio w stolicy Tatr. Już przy wjeździe do miasta, wisi olbrzymi billboard, zachęcający do odwiedzenia rozrywkowego campingu, jaki firmy rozbiły za Urzędem Miasta. A na głównym deptaku, grupa hostess rozdaje turystom rękawiczki. Po jednej sztuce – drugą do pary, możesz odebrać na Równi Krupowej.
W tym momencie, mógłbym próbować czytelnikom wcisnąć „ściemę”, że motywowany dziennikarską ciekawością, postanowiłem sprawdzić co się dzieje. Ale, że wypada ich szanować, przyznam się że z najzwyczajniejszej (i de facto – ludzkiej) chciwości, po prostu poczłapałem po drugą. A że na miejscu działo się sporo – postanowiłem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli oprócz kompletacji odzieży – dodatkowo wysmażyć nadprogramowy reportaż.
Aby dostać się do rozrywkowego obozowiska, przechodzę przez olbrzymią bramę, z jeszcze większymi reklamami organizatorów akcji. Po lewej stronie od razu rzuca się w oczy symulator snowboardu. I kolejni śmiałkowie, którzy starają się wytrzymać dłużej, stojąc na ruchomej desce. Swoiste rodeo, w sportowym stylu. Na wprost mnie – jest pełnowymiarowe lodowisko. Obsługa zaraz mnie informuje, że za rogiem jest wypożyczalnia łyżew. Co prawda kolejka po nie – jak za mięsem w czasach PRLu, ale są za to całkowicie darmowe – podobnie jak lodowisko i wszystkie inne atrakcje. Ale zawsze można przyjść z własnymi. A jak się zmęczymy – możemy zrobić sobie krótką przerwę na kawę (serwowaną – również za darmo - przez Wosebę). Co ciekawe, przewidziano też „lodową szkółkę” dla tych, którzy na tafli, mogliby polec plackiem (dla tych co już polegli jest na miejscu punkt medyczny). W roli nauczycieli występują gwiazdy, które na lodzie tańczyły w telewizyjnej dwójce. A kto już się je podpatrzy (oprócz nauki, zorganizowano także pokaz jazdy figurowej w ich wykonaniu), może albo wystartować w konkursie, albo wziąć udział w lodowej dyskotece (piątkowe i sobotnie wieczory).
Teraz pojawia się już tylko jedno pytanie: gdzie jest haczyk. Bo skoro za frajer dostajesz łyżwy, lodowisko, kawę (dzieci herbatę) i wstęp na dyskotekę... Możesz zatańczyć z gwiazdami na lodzie (i nie chodzi tu o gwiazdy pojawiające się po zderzeniu z innym łyżwiarzem), bądź na symulatorze snowboardu (chociaż akurat to, raczej ciężko nazwać tańcem). W każdym razie za pirueta zostaniesz obdarowany nagrodą, a potem możesz bez ograniczeń wisieć na necie w kafejce internetowej. Czy czegoś tu przypadkiem nie pominęliśmy?
Owszem – Telekomunikację Polską, popularnie zwaną TEPSĄ. Ta największa firma telekomunikacyjna w Polsce, chociaż twarzy nie straciła, postanowiła znaleźć sobie nową - do reklamy pakietu Neostrada TV. Więc wszystko o czym pisałem wyżej, to jedynie atrakcje mające przyciągnąć turystów przed komisję castingową. Co prawda, jeśli ktoś przyjdzie tylko na kawę nikt do namiotu castingowego go nie zaciągnie, przynajmniej fizycznie. Psychicznie – owszem: codziennie najlepszy zawodnik (a jest ich średnio zaledwie piętnastu) dostaje 42” telewizor Samsung. A piątka najlepszych w czasie całej akcji – wystąpi w reklamie telewizyjnej TP.
Więc postanawiam sprawdzić, co się dzieje w namiocie castingowym. Wchodzę do pierwszego pomieszczenia. Tutaj wypełnia się kwestionariusz zgłoszeniowy (trzeba mieć minimum 10 lat i przyjść z rodzicem, jeśli się nie ma osiemnastu). Zadanie konkursowe jest jedno: trzeba zaprezentować jedną (wybraną przez siebie) stację telewizyjną, która jest w pakiecie Neostrady TV. Cały problem polega na tym, że nie można jej opisać. Można za to sparodiować, bądź przedstawić swoją wersję emitowanego przez nią programu. Wszystko przed kamerą. Pytam komisję, na co zwracają największą uwagę. Reżyser castingu twierdzi, że na pomysłowość projektu. Dodaje też, że nie warto śpiewać jak Doda, sprzedawać nic na antenie Mango24, bawić się w tłumaczenie piosenek (O co kaman?), czy wreszcie tańczyć na lodzie, bądź wzorować się na podopiecznych Kingi Rusin. Dlatego, że właśnie to robi najwięcej osób. A swojej szansy nie warto zmarnować, bo każdy może wystąpić przed komisją tylko raz.
Oprócz niej, w jury są jeszcze dwie osoby. Ale nie mają oni nic wspólnego tymi, siedzącymi w TVNowskim show mam talent. Dlatego że (jak mówią), ich zadaniem nie jest udowadnianie konkursowiczom że talentu nie mają, tylko wyławianie tych talentów. Więc najbardziej opornych (czyli tych którzy byli genialni, dopóki nie zobaczyli kamery), starają się jakoś zagrzać. Dodatkowo, bo namiot castingowy ogrzewany jest i tak. Aż do 22 lutego, kiedy całe miasteczko zostanie zdemontowane. Bo przecież – nic nie może wiecznie trwać...
Krzysiek Zając







| Komentarze |
|
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone



