Sen nocy letniej [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]
Poniedziałek, 22 Czerwiec 2009 03:50
Najdłuższy dzień roku zapowiadał się całkiem miło. A noc – jeszcze lepiej. Bez podtekstów. REPORTAŻ Krzyśka Zająca o tym, jak wyglądały nowotarskie sobótki.Jakie były nowotarskie sobótki? Bez wątpienia pełne sprzeczności. Od rana padało z nieba, ale za to publiczność nie padała z nóg. Na termometrze stopni mało, ale przed sceną ludzi - dużo. I było na co popatrzeć, o ile ktoś ci nie zdążył wybić oka parasolem. Ale takiego przypadku nie było – ja mam okulary, a pozostali uczestnicy zabawy – nie wybijali się ponad poziom. Parasoli przynajmniej...
Nowotarskie sobótki, to również impreza świetnie dograna. Nie tylko muzycznie, ale i taktycznie: była loteria, konkursy, muzyka i góralskie jadło. Dla tych którzy z niego korzystali, przewidziano nawet dwa toi-toi'e: wiadomo, cepry żołądki mają wrażliwe... A do zabezpieczenia całości – ściągnięto straż miejską. Tak na wszelki wypadek, bo większej bójki na sobótkowym festynie nie było. Mniejszej, zresztą też nie, ale straż – i tak czuwała.

Sam festyn miał być – zgodnie z planem – uroczyście otwarty o 16:00. I zgodnie z planem – otwierany miał być przez piętnaście minut. Z początku wydawało się to odrobiną przydługie, ale na miejscu – wszystko się wyjaśniło: w czasie otwarcia wystąpili Pyzowianie. Potem zeszli ze sceny i poszli na lody do Lubieńskich. Jak widać przy rozgrzewaniu publiczności – rozgrzali także siebie, więc schłodzić się musieli. A kiedy publiczność już była rozkręcona, na estradę weszli Mali Hyrni. I więksi Hyrni, czyli – Hyrni, po prostu. Zagrali i ustąpili miejsca Janowi Porębie, który miał poprowadzić konkursy dla dzieci.
Pierwsza z konkurencji była przewidziana dla matek i córek, które miały kręcić hula-hopem. Czas zawodniczek z każdej (wyjątkowo prorodzinnej) drużyny dodawano i w ten sposób wyłoniono zwycięzczynie. Później na scenę wchodzili ojcowie z synami. Panowie dysponowali większą odwagą cywilną, co wpłynęło odwrotnie proporcjonalnie na czas werbunku teamów, które znalazły się aż cztery (panie – wystawiły zaledwie trzy). Synowie mieli poprowadzić piłkę przez slalom z butelek, a następnie – strzelić gola... własnemu ojcu. Nagrody w obu przypadkach – w miarę ciekawe: empetrójka, plecak i za trzecie miejsce – album fotograficzny.
Kolejną atrakcją był pokaz tańca. Co prawda nie można było mówić ani o dirty dancingu, bo scena była w miarę czysta, ani o wirującym seksie. Bo zespoły chociaż dziewczęce, były zespołami dziewczynek ze szkół podstawowych. Ale młode tancerki zaprezentowały show na tak wysokim poziomie, że zachwyciły wszystkich.
Następnie na scenę weszła konkurencja Małych Hyrnich: Mali Świarni. Z piosenką „Jedzie pociąg z daleka”, zremiksowaną podwójnie. I muzycznie – na góralską nutę i okolicznościowo, bo zmieniono także tekst: „Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka. Konduktorze milutki, zabierz mnie na sobótki”. Czy remiks wyszedł? Muzycznie – z pewnością. Merytorycznie... Można się kłócić, co do milutkości konduktora. Ale to że polskie pociągi zawsze jadą i to nawet z daleka, jest akurat prawdą. Bo w naszym kraju z daleka, jadą nawet dworce...

Następnie przed publicznością miał okazję zaprezentować się nowotarski Big Band, ze swoimi jazzowymi kawałkami. A chwilę później – wszyscy mieli okazję posłuchać muzyki górali bawarskich. I chociaż sami Tyrolczycy okazali się czystej krwi Polakami, widownia bawiła się doskonale. Zarówno dzięki muzyce zespołu wygrywającego konkursy folklorystyczne z rdzennymi zespołami z Alp, jak i dzięki dowcipnym tekstom jednego z członków zespołu o smakowitej nazwie: „Kwaśnica”. W tym miejscu wypadałoby dodać że pomimo nazwy, zespół nie ma nic wspólnego z żadnym z byłych prezydentów RP.
Samym „tyrolczykom” dano później chwilę odpoczynku, którą organizatorzy wykorzystali poczwórnie: na losowanie nagród głównych loterii, palenie watr, rozstrzygnięcie konkursu na najpiękniejszy wianek i spuszczenie samych wianków Dunajcem. A potem Kaszubi się dziwią, co im Wisła na Żuławach na plaże wyrzuca...
Tuż przed pokazem fajerwerków, szukano również kwiatu paproci. Szczegół, że zaledwie 200 metrów od centrum miasta, ale ów kwiat i tak się znalazł. Przy okazji można było ze zdumieniem spostrzec, że był on większych rozmiarów od bukietu, jaki na zakończenie koncertu dostała Marta Łapczyńska – dyrygent Big Bandu. Ale inaczej – kto by go zauważył w miejskim parku?
I w tym momencie – zakończyła się przerwa jodłującego zespołu, który zabawiał ludzi do późnej nocy. A sami ludzie – zabawiać się dawali. O czym świadczyło to, że przed sceną pojawił się taneczny wąż, kilkanaście podrygujących par i tłum kołyszących się w rytm muzyki.
Ogólna ocena imprezy? Szkoda że na całych sobótkach jedynymi gwiazdami jakie pokazały się publiczności, były te zaliczane do ciał niebieskich, a pokaz fajerwerków choć imponujący, był krótszy niż w zeszłym roku. Ale wszyscy którzy przyszli, bawili się wyjątkowo dobrze. A przecież zawsze właśnie o to chodzi...
Krzysiek Zając
Galeria: Zobacz sen nocy letniej (foto: Krzysiek Zając):
| Komentarze |
|
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
Podobne artykuły
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone


