Z sedesem na głowie [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]

Kiedy dolatywaliśmy do lotniska, zobaczyliśmy jak stewardesa zaczyna obgryzać paznokcie. Ale kiedy zobaczyliśmy że to samo robi pilot, a drugi, spocony, rozluźnia kołnierzyk, zorientowaliśmy się że coś jest nie tak...

Michał Ślusarczyk i Przemek Wójcik byli bohaterami kolejnego spotkania z cyklu KEEP MOUNTAINS, nad którym NowePodhale.pl objęło patronat medialny. Panowie w piwnicy zakopiańskiego hotelu Murowanica opowiedzieli o tym, co przeżyli kilka tysięcy metrów wyżej – w Himalajach.

Obaj są fanami trekkingu i wspinaczki. Dlatego obaj, każdy z osobna opowiedzieli o swoich wyprawach. Majowej z 2005 roku, która za cel postawiła sobie zdobycie Chukhungu (5 560m npm) i Kalapatar (5 550m npm) oraz listopadowym Freerajd Subaru Climbing Team z 2008, której udało się osiągnąć Parilapchy (6 017m npm).

I chociaż opowieść o przygotowaniach i samych wyprawach była ciekawa, znacznie ciekawsze były... ciekawostki z nią związane. O tym, jak żyje się w Himalajach i tym, że trzeba tam płacić za... powietrze. Ponieważ każdy z szanujących się hoteli dla nieprzyzwyczajonych do rzadkiej atmosfery gości, oferuje pokoje ciśnieniowe. Do których powietrze jest wtłaczane, aby... było łatwiej oddychać.


Słuchacze, którzy tym razem wypełnili cała salę po brzegi, usłyszeli także że Yeti wcale nie jest sympatycznym misiakiem. A raczej – nie są sympatycznymi misiakami, ponieważ według wierzeń Nepalczyków, w górach grasuje ich całkiem sporo. Ale dzielą się na trzy kategorie: pierwszy, jest jak czarny kot: oznacza nieszczęście, ale krzywdy nikomu sam z siebie nie zrobi. Drugi jest gorszy, ponieważ kiedy się zjawi sieje wśród trzody takie spustoszenie, jak puma grasująca w podopolskich lasach. Ale najmniej uroczy jest trzeci rodzaj: ten który oprócz bydła, dopada także i jego właścicieli. Kiedy Nepalczycy te potwory widzieli ostatni raz? Kilka miesięcy temu. Czy w nie wierzą? Cóż, to zależy od zasobności portfela zachodniego turysty: im jest grubszy, tym mocniejsza wiara rdzennej ludności... Oryginalny sposób na nawracanie.


W Nepalu dość ciekawie wygląda również logistyka, czyli transport. Ponieważ rdzenna ludność Himalajów głowy ma nie od parady, na głowach noszą w górach wszystko. Nawet sedes do schroniska, potrafią przetransportować na... miejscu gdzie zazwyczaj ma się czapkę. Normalnie – w pale się nie mieści. Ale na pale – owszem, więc czemu go tak nie załadować? Dlatego przystojny Nepalczyk ruszył w góry z nietypowym kapeluszem na głowie. I na boso. Nie dlatego, że nie miał butów. Ale dlatego, że było mu ich szkoda. Idąc pod górę, wywoływał niemałe zdumienie wśród turystów z Europy. Tych, którzy mieli na nogach w najgorszym razie – magnumy, a na głowie – kaszkiety Nike'a...

Równie ciekawa, jak sam transport, jest w Himalajach infrastruktura. Coś, co wyglądało na nowotarski, przytargowy kibel, okazało się... szpitalem. Chłopcy nie mogli uwierzyć, dopóki na drzwiach do poszczególnych „kabin” nie zobaczyli napisów „X-Ray” (rentgen) i „Clinic” (Klinika). Równie śmieszny jest lokalny airport. Przy początku opowieści, usłyszeliśmy jak wyglądało lądowanie: Kiedy dolatywaliśmy do lotniska, zobaczyliśmy jak stewardesa zaczyna obgryzać paznokcie. Ale kiedy zobaczyliśmy że to samo robi pilot, a drugi, spocony, rozluźnia kołnierzyk, zorientowaliśmy się że coś jest nie tak... Ale skoro samolot osiadł miękko, wyglądało że wszystko jest w najlepszym porządku, więc panowie wysiedli. A wówczas miękko zrobiło im się pod nogami: pas startowy pełnił również drugą funkcję: pastwiska, dla Jaków. Czyli zwierząt, które wyglądają jak karłowate, owłosione i opasłe krowy. Wielkości też są zresztą tej samej...

Dość ciekawą sprawą, jest również marihuana, która u podnóża Himalajów jest zalegalizowana. A ściślej: legalna, bo nikt jej jeszcze nie zdążył zdelegalizować. Dlaczego? Ponieważ to mniej więcej tak, jak wprowadzenie zakazu hodowli pokrzywy w Polsce. Byłoby ciężko nakaz wyegzekwować, skoro roślinka rośnie na każdej łące i pod każdym płotem jako... chwast. Dodając do tego jeszcze, że za 100 dolarów da się tam przeżyć komfortowo nawet pół roku... W każdym razie może się okazać, że już wkrótce Polacy wcale nie będą emigrowali do Irlandii...

Krzysiek Zając



Galeria: Zobacz opowieść o wolności i pastwisko służące za pas startowy (foto: Krzysiek Zając):


Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock:
:X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

Napisz do nas-Zgłoś Błąd lub Naruszenie-Archiwum-Reklama w Serwisie-Regulamin serwisu-RSS

Polecamy Program Intuica - Księga Handlowa

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

statystyka