Panie władzo... Co? A no CHW*P! [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]

Czyli satyrycznie, ale prawdziwie: o mentalności obywatela, jego biznesie, policji, fiskusie, księdzu i Panu Bogu.
Jak wygląda na co dzień przeciętny „biznesmen” na Podhalu? Oczywiście – biznesmen w sensie dorobkiewicz? Jak telefon komórkowy Plusa z reklamy tv: wszystkomający, fullwypaśny i wszystkomogący (z reklamy, bo w rzeczywistości z telefonami plusa bywa różnie). Ale jest coś, co potrafi każdego z owych dorobkiewiczów zmienić: urząd. Obojętne: skarbowy, miejski... Ważne, aby był urząd. Wówczas nasz biznesmen podjeżdża pod niego mercedesem. Nieważne, że dwudziestoletnim, ale musi być mercedes. Wysiada z niego w garniturze. On sam jest niedogolony, a garnitur – przybrudzony. Ale nie szkodzi – garniak musi być, bo prestiż się liczy.

Nasz bohater wchodzi przez automatyczne drzwi do siedziby fiskusa. Kiedy się na to patrzy, aż dziw, że na widok owych drzwi nie krzyczy „Darek, otwórz!”. Ale – fotokomórce przygląda się ciekawie, przyznać trzeba. Jeszcze tutaj, krok ma równy. Ale w momencie wejścia na salę obsługi klienta, nogi mu miękną. I chwyta go taki paraliż... Nawet się zrobi miły, dla tej „wstrętnej ***”, która mu wysłała wezwanie. Jest w takim stanie, że jeśli urzędnik kazałby mu stanąć na ladzie, stałby tak do jutra. Najczęstszym stwierdzeniem jest też „a nie dałoby się przypadkiem tego jakoś uprościć”. Nawet doda „Proszę”. Potem wychodzi. Poprawi krawat, wsiądzie do swojego mercedesa i pojedzie się odprężyć. Na basen, bo saunę miał przy okienku. Oczywiście po drodze – zdąży stwardnieć i przez telefon zbluzgać ze dwóch pracowników. Tych, którzy wiele daliby, aby swojego szefa zobaczyć w skarbówce. Śmieszne? Owszem, kiedy się patrzy na to z boku. A szkoda, że właśnie z boku nie możemy popatrzeć na samych siebie...

Kilka tygodni temu, policja capnęła dwóch młodych dresów. Na czynie zabronionym, jakim było wysprejowanie na nowo wymalowanej ścianie niewątpliwie butnego hasła: „CHW*P”, które bynajmniej nie znaczyło „Chwała wam dzielni policjanci”... Dresiki splunęły, odbujały się od napisu dwa kroki w tył (bo dresy nie chodzą, tylko zawsze się bujają) i zaczęły podziwiać swoje dzieło. Za chwilę, dołączyło do nich dwóch kolejnych widzów: od tyłu, więc nie było ich specjalnie widać. Dresiki rzuciły kilka butnych haseł pod adresem „tych p****” i odwróciły się, aby odbujać się z miejsca zdarzenia do domu. Po owym odwrocie zobaczyły, że dwóch kolejnych widzów, to patrol policji. Kto widział dalszy ciąg, mógł ze zdziwieniem zobaczyć, jak mocno dresy kochają naszych stróżów prawa. Panie władzo, panie policjancie, my ten murek przyozdobiliśmy tak niechcący... Ale miłość minęła szybko – wraz z odjeżdżającym radiowozem. „A to p****...”.

Podobnie jest również z księżmi. Któryś został oskarżony o pedofilię. Więc zanim sąd wydał wyrok, okazało się, że wszyscy kapłani w Polsce to „cholerni pederaści”. Bo to święta prawda, za którą można dać sobie uciąć głowę. Ale po kilku tygodniach sąd oznajmił, że cała owa pedofilia, była tylko fałszywym oskarżeniem. Ktoś księdza chciał wrobić, ot co! Podobnie jak ci wszyscy, którzy teraz każdego z nas próbują wrobić w to, że to właśnie my księży nazywaliśmy pederastami. A kto ich tak nazywał? Cóż, wygląda na to, że nikt. Bo wszyscy księży lubią, w naszym jakże pięknym i katolickim kraju. Co prawda, są to czarne pasożyty, które po kolędzie zbierają datki, a podatku nie płacą. Przynajmniej do czasu, kiedy nie przyjdą do mnie samego. Wówczas, dla tego „czarnego pasożyta” jestem gotów na wszystko: zastaw się, a postaw się! Niech proboszcz wie, że to ja jestem najlepszym chrześcijaninem w parafii. Co prawda, zaraz po wyjściu z kościoła, zawsze zaglądam do domu publicznego, ale to nieważne. Przecież jestem w radzie parafialnej i śpiewam w chórze kościelnym. Tak, jak moja sąsiadka. Za komuny, szła w pierwszym rzędzie pierwszomajowego pochodu. I ta palma pierwszeństwa jak widać, przylgnęła do niej na stałe. Bo w ostatnie Boże Ciało, szła tuż za monstrancją. Nieważne, czy czerwoni czy czarni. Grunt, to się w każdą inicjatywę zaangażować całym sercem, a zawsze można nieźle wypłynąć. Dlatego, warto w niedzielę na trzech kolejnych mszach, przyjąć komunię przed samym ołtarzem. Przed bogiem jakoś się uchowa, a ludzie – zawsze zobaczą. I kadencja radnego pewna!

I właśnie to, we wszystkich mnie ludziach najbardziej irytowało od zawsze: do ciebie słodko, a za plecami obrobią wszystko co się da. Ostatnio ofiarą takiego postępowania padli policjanci z nowotarskiej komendy: „oni są ponad prawem, niebieskie wstręciuchy!”. Bo „parkują gdzie się da, nawet na skrzyżowaniu”. Brzmiało to mniej więcej tak, jakby z radiowozu policyjnego zrobiła się wysepka rozdzielająca na środku ronda. A tymczasem policjanci – stanęli sobie grzecznie, na chodniku za skrzyżowaniem. Ale plotka poszła i tak już zostało. Co więcej – niebieski radiowozik stojący na chodniku, rzeczywiście zaparkował na zakazie. Ale jak się okazało – w czasie interwencji. Więc? Więc temu kto rozpętał cała tę aferę proponuję, aby w czasie wzywania policji kiedy będą go okradali, dorzucił oficerowi dyżurnemu: „radiowóz może przyjechać dwadzieścia minut później, tylko niech zaparkuje porządnie, a nie na zakazie”...

Poza tym, nawet jeśli policja stanęłaby na zakazie nie w czasie interwencji, to co? Ano nic wielkiego. Bo jeśli to zrobi policja, zaraz jest wielkie zamieszanie. Ale jeśli to zrobimy my sami? Ale to tylko tak na chwilkę. No, co? Nie było miejsca, a do bankomatu trzeba było podskoczyć na momencik... A jeśli zobaczy to policja? Tłumaczymy, prosimy, przepraszamy, błagamy. Bo żona rodzi, bo babcia w szpitalu umiera, bo to ostatni raz, bo nie było miejsca... Żałosne.

I chociaż samo stawanie radiowozów na zakazach u policji pochwalać ciężko, rzucać się o to nie warto. Jak to było w ewangelii: kto pierwszy jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nich kamień. Oczywiście – kamieniem w policję rzucać nie zamierza nikt, ale w ewangelii już nie było mowy o wrzucaniu fotek na portale... A że widzimy drzazgę w oku brata, a belki w swoim nie? Ostatecznie – policjant to nie brat. A poza tym, to mówił ksiądz z ambony. A jak wiadomo, księży słucha się tylko w czasie niedzielnej mszy. A potem – siup do przybytku. Bo w poniedziałek praca, a wyluzować się trzeba! Tym bardziej, że żona u koleżanki na kawie. Tak, jak ja na piwie.

Krzysiek Zając

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock:
:X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
emoto   |2009-06-14 21:12:23
pięknie, Krzysiek Zając to nie wątpliwie wschodząca gwiazda nowotarskiej
publicystyki;D
Anonimowy   |2009-06-21 00:26:05
Gratuluję! Tylko reklamujcie ten portal, bo wiele ludzi nie wie nic, o Waszym
istnieniu, a szkoda - bo jest tu ciekawie.
pozdrawiam - matka koleżanki z klasy
I-IV

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

Napisz do nas-Zgłoś Błąd lub Naruszenie-Archiwum-Reklama w Serwisie-Regulamin serwisu-RSS

Polecamy Program Intuica - Księga Handlowa

NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone

statystyka