WSPINACZKA- Tatry dla odważnych.
Sobota, 25 Lipiec 2009 10:18
W ostatnim czasie coraz bardziej popularną aktywną formą spędzania czasu jest wspinaczka skałkowa. Polega ona na pokonywaniu, najczęściej uprzednio przygotowanej, choć nie zawsze, drogi wspinaczkowej na pionowych skałach. Wykorzystuje się do tego naturalne załomy i progi skalne. Aby uprawiać ten sport, trzeba mieć niezłą kondycję i nieco odwagi. Podciąganie odbywa się głównie z pomocą nóg, podczas gdy ręce służą do podtrzymywania się na skale. Natomiast utrzymanie się w pionowej pozycji na pionowej skale jest nie lada wyczynem. Za to jest sportem, który pozwala sprawdzić samego siebie i jak żadna inna forma aktywności górskiej przynosi satysfakcję i daje niewiarygodne zadowolenie. Bo przecież taternictwo jest ukoronowaniem zdolności pokonywania wniesień a opanowanie tej sztuki pozwala zdobyć wszelakie szczyty.
Dobra kondycja to nie wszystko. Do wspinaczki potrzebny jest profesjonalny sprzęt wspinaczkowy- uprząż, liny, karabinki, itp. Służy on do zabezpieczenia oraz asekuracji. W celach rekreacyjnych i turystycznych wspinaczka odbywa się co najmniej w obecności dwóch osób. Jeśli to możliwe, jedna osoba asekuruje wspinacza za pomocą liny stojąc na ziemi. Ten sposób wymaga uprzedniego zamontowania liny na wierzchu skały. Jednak aby z kolei tego dokonać, ktoś musi wyjść na skałę- albo drogą wspinaczkową, albo inną, pieszą, ogólnodostępną.
Tutaj pojawia się drugi sposób wspinaczkowy. Taternik pokonuje poszczególne etapy zatrzymując się co jakiś czas, by założyć stanowiska służące do zamontowania zabezpieczenia. W Tatrach z reguły owe stanowiska są już przygotowane, jednak czasem, przy obieraniu nowej ścieżki, taternicy mocują je sami. Jest to o wiele bardziej ekscytujące, ale i o wiele bardziej niebezpieczne, dlatego tą formę aktywności naskalnej pozostawmy profesjonalistom. Ponadto w Tatrach montaż nowych i demontaż już istniejących punktów asekuracyjnych jest zabroniony bez zgody Dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Wspinać może się każdy i jest to coraz bardziej popularna forma aktywności. Obecnie nawet nie potrzeba posiadać sprzętu- instruktorzy wspinaczki i firmy zajmujące się sportami ekstremalnymi biorą pod opiekę domorosłych taterników i chcących się nauczyć wspinaczki pasjonatów gór, gwarantując dostępność sprzętu jak i fachowe, drogocenne rady.
W Tatrach dostępnych jest kilka rejonów taternickich:
- w rejonie Morskiego Oka w tym boczna grań Mnicha,
- w rejonie Doliny Pięciu Stawów Polskich wraz z Dolinką Buczynową,
- w rejonie Hali Gąsienicowej,
- wytyczonych na zachodniej ścianie bramy skalnej u wylotu doliny Lejowej,
- wytyczonych na skale w żlebie Jaroniec.
Przed planowaną wyprawą na skałki należy obowiązkowo zgłosić ten zamiar w księdze wyjść taternickich dostępnych w :
- w Morskim Oku,
- w Dolinie Pięciu Stawów Polskich,
- na Hali Gąsienicowej,
- oraz w budynku stacji kolei linowej na Kasprowym Wierchu.
Weekend ze wspinaczką skałkową (w rejonach mniej stromych jak skałki u wylotu Doliny Lejowej), jest wyśmienitym pomysłem na spędzenie czasu z rodziną lub przyjaciółmi. Gwarantuje ona atrakcję dla osoby wspinającej się, jak i tej, która ją asekuruje, oraz osób towarzyszących, oglądających popisy wspinaczy. Na początku pomoc i asysta instruktora jest niezbędna, ale z czasem w trakcie poznawania tajnik wspinaczki i uzupełniania domowego sprzętu można uprawiać ten sport indywidualnie. Oczywiście z głową i bez brawury…
Łukasz Razowski
JASKINIA MYLNA- labirynt dla każdego.
Sobota, 25 Lipiec 2009 09:34
Idąc szlakiem wiodącym dniem Doliny Kościeliskiej, wielu turystów mija niepozorne zejście ze szlaku w kierunku Jaskiń Mylnej i Raptawickiej. Może jest to efektem obranego uprzednio celu wycieczki, może dlatego, że bardziej popularna jest oświetlona i ucywilizowana Jaskinia Mroźna, a może dlatego, że wchodząc na ścieżkę prowadzącą do tych jaskiń natrafiamy na niemal pionową skałę? Jak by nie było, Jaskinia Mylna jest mniej popularna- i jest to jej zaletą.
Szlak na uboczu.
Po pokonaniu zabezpieczonej łańcuchem ścianie skalnej krętą i zawiłą a stromą ścieżynką, podchodzimy pod wejścia do jaskini. Najpierw napotkamy odnogę prowadzącą do Jaskini Raptawickiej, natomiast dalej czerwony szlak wiedzie do Jaskini Mylnej. Warto się tam wybrać choćby z uwagi na spokój i samotność, jaka z reguły tu panuje, w przeciwieństwie do Doliny Kościeliskiej. Stamtąd również można podziwiać piękny widok na lesiste dno doliny i otaczające ją skały. Polecam postój w jednej z załomów i amfiteatrów skalnych, które dają schronienie przed słońcem, gdzie również można zrobić serie niezłych pamiątkowych fotografii.
Turystyczna a prawdziwie wymagająca.
Jaskinia Mylna jest jaskinią o charakterze turystycznym, udostępniona dla powszechnego ruchu turystycznego. Nie znaczy to jednak, że jest muzealnym salonem, który bawi i zaciekawia w komfortowych warunkach, wręcz, na szczęście, przeciwnie. I należy o tym pamiętać, planując wyprawę do niej.

Przede wszystkim należy zaopatrzyć się w drugi zapas odzieży, gdyż na dnie zalega woda. Same dobre buty nie wystarczą- korytarze nieraz są na tyle wąskie i zarazem długie i niskie, że pomoc rąk w czołganiu będzie nieoceniona. Porządne, górskie obuwie jest niemal niezbędne, a na pewno wygodne. Warto dzień wcześniej poćwiczyć przysiady- w takiej pozycji spędzimy część czasu podczas przechodzenia poprzez korytarze łączące poszczególne komory. Równie koniecznym eksponatem jak buty, jest latarka, a najlepiej czołówka. Jaskinia jest naturalnie oświetlona, a więc jest w niej ciemno jak w grobie. I to na całej długości. Czołówka niezwykle ułatwia zwiedzanie, nadaje klimat i gwarantuje wygodę podczas zwiedzania. Jeśli chodzi o kask to podczas gdy pamiętamy że otacza nas skała, nie jest konieczny. Jeśli jednak bujamy w obłokach- warto dla bezpieczeństwa go nałożyć.
W jaskini jest chłodno a nawet zimno. Temperatura może spaść do kilku stopni powyżej zera. Przyda się ciepłe ubranie nawet latem. Wchodząc do jaskini pamiętajmy o tym- nie można doprowadzić do wychłodzenia organizmu.
Jaskinia Mylna poprzez swój charakter, na granicy niedostępności i turystyki, jest niezwykle ciekawa. Udostępniona dla każdego, zarówno dla grup jak i dla indywidualnych osób, może wzbudzić miłość do jaskiń, jakiej nie wzbudzi zwykła jaskinia, po której oprowadza przewodnik. Jest indywidualna, każdy odbiera ją osobiście, czuje korytarze niemal na własnych rękach, zdobywa ją na swój niepowtarzalny sposób. Pozwala poczuć się jak prawdziwy speleolog. I nie raz jest pierwszą jaskinią prawdziwych speleologów, którzy od niej zaczynają swoją przygodę.
Jak labirynt.
Jaskinia Mylna została tak ochrzczona z uwagi na liczne odgałęzienia i ślepe uliczki-korytarze. Łatwo się tu pomylić i obrać inną drogę po prostu się gubiąc. Dlatego lepiej trzymać się drogi zwiedzania, oznakowanej czerwonym szlakiem. Prowadzi on przez ciasne korytarze, przez które ciężko przejść plecakiem na plecach, oraz poprzez większe komory, gdzie można się raz na czas wyprostować i podziewać sklepienia i ściany jaskini. Są to komory z jednym wylotem i warto do nich wejść, raz by rozprostować kości, dwa, by podziwiać formy jaskiniowe. Nie spowodują one zabłądzenia, gdyż wyjście jest to samo. Posiadają za to liczne jamy i „dziury”, w których można zrobić sobie zdjęcie udając grotołaza. A właściwie speleologa- bo grotołaz to taki ktoś, który chodzi po jaskiniach, czyli każdy turysta, który jest w jaskini, natomiast speleolog to ten, który jaskinie bada, do czego grotołazowi nie raz jeszcze daleko.
W jednej z takich komór zginął z wyczerpania i wycieńczenia ksiądz Szykowski, który wszedł do jaskini w 1945 roku. Jego ciało odnaleziono dopiero dwa lata później w jednej z komór w jej końcowym odcinku. Prawdopodobnie na skutek awarii oświetlenia zabłądził- po prostu pomylił drogę i nie mógł po ciemku znaleźć wyjścia. Dlatego nie polecam samotnych wędrówek po tej jaskini, jak i po żadnej innej. A każde wejście powinno być zgłoszone, jeśli nie rodzinie, to gospodarzowi kwatery lub w TOPRze. Warto, na wszelki wypadek, mieć przy sobie zapasową latarkę. Jaskinia Mylna nie bierze swej nazwy przypadkowo, o czym świadczy przypadek księdza Szykowskiego.
Trasa

Po wejściu do komory wejściowej gdzie znajdują się okna Pawlikowskiego (odkrywcy jaskini w 1885 roku) czerwony szlak prowadzi nas przez krótki korytarz do wnętrza właściwego. Po drodze mijamy dwa korytarze prowadzące do ślepych komór: Chóry i Wielka Izba, które warto zwiedzić. Nieco dalej znajduje się trzecia ślepa komora. W jednej z nich polecam zatrzymać się i zgasić światła. Poczuć bicie serca i oddech pomieszany z kapaniem wody wewnątrz ziemi… Od tej komory prowadzi długi, niski korytarz, który najpewniej przenosi nas w świat speleologicznych tajemnic. To tzw. Biała Droga- kiedyś nacieki na ścianach barwiły je na ten kolor. Korytarz jest dość długi i nie warto się spieszyć. Szurając po kamieniach warto zatopić się w typowe odgłosy jaskini. Na końcu korytarza znajduje się wylot z jaskini.
Długość jaskini wynosi 1300 m, deniwelacja około 20 metrów. Otwory znajdują się na wysokości 1098 m npm w stoku pod Raptawicka Turnią. Przejscie całości zajmuje około 30 minut. Ale nie polecam pośpiechu. Nie warto się spieszyć w tak niezwykłym miejscu.
Łukasz Razowski
ZAPORA W NIEDZICY- majstersztyk współczesnej techniki u stóp średniowiecznego zamczyska
Piątek, 24 Lipiec 2009 14:03
Cuda ludzkiego umysłu od zawsze przyciągały i fascynowały ludzi. Jeśli natomiast dzieła te, majstersztyki ludzkiej pomysłowości i zaradności, umieści się w niebywale urokliwej okolicy i wśród malowniczego krajobrazu, nabierają one ludzką twarz. Jeśli jednak doda się do tego niemal sielankową atmosferę wsi z dala od wielkich miast- te cuda techniki, przejawy zaradności o ludzkiej twarzy, staja się niebywałymi atrakcjami turystycznymi. Nie inaczej jest z zaporą w Niedzicy.
Przyczyna jeziora, bat na powodzie.
Dzięki postawieniu 400 metrowej zapory na Dunajcu, na Podhalu powstało obecnie popularne Jezioro Czorsztyńskie, nad którym patrząc na Tatry, można uprawiać sporty wodne. Ale zapora jest przede wszystkim ratunkiem dla wsi położonych na Dunajcu. Jak niegdyś zamek w Niedzicy chronił miejscową ludność przed wrogami, tak teraz funkcję tą spełnia zapora w tej samej wsi. Teraz stoją tu obok siebie te dwie dumne budowle oblegane przez turystów. Zamek dla swej średniowiecznej tajemniczości, zapora- bo jest fascynującym tarasem widokowym z którego podziwiać można nie tylko zamek w Niedzicy, ale również ruiny zamku w Czorsztynie, oraz spokojną i urokliwą taflę jeziora, po której majestatycznie pływają łódki i żaglówki.
Znajduje się tu mała elektrownie wodna, pracującą w zgodzie z naturą. Można też zwiedzić zaporę i oglądnąć film jej poświęcony.
W zgodzie z przyrodą.

Wraz z budową zapory ucierpieć musiało środowisko. Dlatego obecnie prowadzi się politykę proekologiczną. Powstała Ptasia Wyspa, gdzie znajdują się gniazda lęgowe. Utworzono również żabie stawy dla ochrony tych płazów. Powstanie również stanowisko dla jednego z najpiękniejszych motyli- niepylaka Apollo. Dowodem na to, ze można połączyć bezpieczeństwo ludzi, budowle cywilizacyjne i ochronę przyrody jest fakt występowania tu rzadkiego bociana czarnego. Mało kto go widział, bo wybiera on miejsca na żer z dala od ludzi i cywilizacji. Jego wybór okolic zalewu mówi sam za siebie.
Łukasz Razowski
JEZIORO CZORSZTYŃSKIE- wilków morskich skrawek ziemi pod Tatrami.
Wtorek, 21 Lipiec 2009 11:53Jezioro Czorsztyńskie jest największym na Podhalu zbiornikiem wodnym, udostępnionym dla ruchu turystycznego. Jest to miejsce idealne do uprawiania sportów wodnych u podnóża gór. Zbiornik wodny otoczony jest pasmami Tatr, Pienin i Gorców. Stanowi nie lada atrakcję ze, względu na oferowane tam usługi (ciągle się rozwijające), jak i walory krajobrazowe, przyrodnicze oraz znajdujące się w okolicy obiekty warte zwiedzenia. Są to zamek Niedzica, ruiny warowni w Czorstynie oraz zapora wodna na Dunajcu. Całość, w połączeniu z bazą noclegową i gastronomiczną, stanowi jeden, zorganizowany, przyjazny kompleks wypoczynkowy.
Więcej: JEZIORO CZORSZTYŃSKIE- wilków morskich skrawek ziemi pod Tatrami.
SPŁYW PRZEŁOMEM DUNAJCA- podhalański zawrót głowy…
Poniedziałek, 20 Lipiec 2009 07:56Są takie miejsca na Podhalu, które przyprawiają o zawrót głowy. I nie jest to spowodowane wysokimi cenami czy też tysiącami metrów n.p.m. Wręcz przeciwnie- spokojny nurt rzeki, prażące słońce, dużo poczucia humoru i… traci się orientacje. To oferuje nam Dunajec.
Dzięki uprzejmości prezesa Stowarzyszenia Flisaków, pana Jana Sienkiewicza, miałem przyjemność uczestniczyć w
Więcej: SPŁYW PRZEŁOMEM DUNAJCA- podhalański zawrót głowy…
Więcej artykułów…
Strona 1 z 3
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone


