Muzyczny Show Yamahy [ŚWIĘTO PUBLICYSTYKI]
Środa, 17 Czerwiec 2009 17:12
Początkowa frekwencja na wczorajszym koncercie uczniów Szkoły Muzycznej Yamaha, była delikatnie mówiąc - żenująca.
Artystów za sceną i obsługi było więcej niż ludzi na widowni. Całe szczęście, że wraz z upływającym czasem i co raz to nowymi muzykami prezentującymi swoje zdolności, publiki zaczęło przybywać. Niestety spóźnialscy nie mięli możliwości usłyszeć oszałamiającego głosu Agnieszki Sulikowskiej, która śpiewała na początku. Było czego posłuchać.

Publicznosć, która zwiększała się z każdą chwilą doceniła brawami występ zespołu No Name. Grali i śpiewali fajnie, choć same covery, na własny repertuar jeszcze przyjdzie czas. Szkoda tylko, że wszystkie piosenki były po angielsku, a nasz język przecież taki ładny i tyle fantastycznych, polskich kawałków do zaśpiewania.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że koncert zdominowali gitarzyści, choć jak już wspomniałam były występy zespołów, a później także keyboardzistów. Dominowali jednak zdecydowanie "szarpidruty" i to głównie w wersji elektrycznej. Czyżby wszyscy pozazdrościli kariery Jimiemu Hendrixowi i Carlosowi Santanie?
Gdyby się ktoś, kiedy zastanawiał czy da się zagrać marsza na elektrycznej gitarze, to mu odpowiadam, da się i to jak jeszcze. Świetnie to udowodnił Adrian Świder grając "Marsz Turecki". Całkowicie jednak oniemiałam, słysząc "Parisienne Walkways" Gary'ego Moore'a w wykonaniu Kamila Kowala. Mniej więcej podobne wrażenie na facetach wywarły po chwili trzy ładne gitarzystki, które pojawiły się na scenie. Niezły styl pokazał także gitarowy duet Tomasza Jachymiaka i Jakuba Bobka, choć przy kawałku "Hotel California" brakowało mi jednak wokalu. Zagrany był nieźle, niestety według mnie sama muzyka nie oddaje kultowego charakteru tej piosenki, jaki nadał jej zespół The Eagles. Artystówzasługujących na pochwałę było wielu, właściwie wszyscy występujący pokazali klasę, nawet jeśli tu i ówdzie były jakieś niedociągnięcia. Trzeba jednak pamiętać, że wczoraj w nowotarskim MOKu nie grali przecież profesjonalni muzycy, a tacy, którzy dopiero się uczą, pomimo to było naprawdę nieźle.
Mnie osobiście najbardziej podobał się występ Andrzeja Strzępa, który w pierwszym kawałku zabrzmiał trochę bluesowo, a w następnym ostro i z wielkim powerem, zupełnie w stylu Hendrixa.

Koncert wypadł koncertowo i warto na takie imprezy wpadać czasami. Można odkryć, że w naszym mieście wzrastają prawdziwi artyści, wirtuozi wręcz. W tak zdolnych ludzi trzeba inwestować, no właśnie, czy w Polsce mają szansę się wybić. Niestety nie bardzo, a przede wszystkim nie wszyscy. Jakimś dziwnym trafem tylko nieliczni w naszym kraju robią prawdziwe kariery w świecie muzyki i co gorsza to wcale nie są ci najzdolniejsi. A przecież jak ktoś dziś, mając lat naście, potrafi przejawić talent światowej sławy gitarzystów, to czy nie wart jest zainteresowania? Oczywiście, że jest wart i gdyby w Polsce potrafili pokierować jego rozwojem w muzycznym show biznesie, mógłby stać się sławny kiedyś, nawet na całym świecie.
Galeria; Koncert Yamahy w MOKu, tekst i foto Joanna Krauzowicz
| Komentarze |
|
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
Podobne artykuły
NowePodhale.pl - Wszelkie prawa zastrzezone



